Wreszcie przyszedł ten dzień, zaczęło się… Advance Nitrox w IANTD – wybrałem kurs u Grzegorza Redera, znałem go wcześniej jako doświadczonego nurka, opinie o formie prowadzania szkoleń znałem z relacji kolegów.  1 kwietnia w bazie PKDP Giewartów czekała już grupa Potatosów z Olą na czele, robili jakieś inne kursy.

Czekał też Przemo, z którym przez to wszystko przeszedłem. Bez zbędnych ceregieli Grzegorz przystąpił do omówienia kursu i… do wody. Cała akcja toczyła się „u Chłopa”, na początku pierwszego nurka przygotowaliśmy miejsce do ćwiczeń za pomocą linki i drewnianych kołków – jak się później okazało, przez dłuższy czas było to jedyne zadanie, z którym poradziłem sobie w jako tako przyzwoity sposób…. Następnie wyważanie, trymowanie i optymalizacja sprzętu, kilka wejść  do wody, przesuwanie obejm, balastu i jestem o kilka kilo ołowiu lżejszy, pozycja też nie wymaga korekt, jest naturalnie i wygodnie, nie spodziewałem się, że można to było jeszcze tak poprawić.


Potem się zaczęło: V-drill, S-drill, style pływania (frog kick, kraul – zwykłe i modyfikowane oraz back kick)… kręcenie zaworami - niby proste, ale… jeżeli prawa ręka jakoś sobie daje radę to lewa… się stawia - zastanawiałem się nawet przez chwilę, czy jakiś przeszczep nie byłby rozwiązaniem problemu, niestety pozostało tylko ćwiczyć. Z nurka na nurka dochodziły kolejne elementy: deponowanie i podejmowanie butli bocznych, wymiana nimi z partnerem, OOG w masce, bez maski, w czarnej masce… Generalnie Grzegorz nas nie oszczędzał – a ilość materiału i częściowo nowy sprzęt też dawały się we znaki. Na szczęście, z czasem nasz Instruktor zaczął dostrzegać światełko nadziei i wreszcie zdecydował: robimy głębsze nurki z runtimem i komputerami w trybie gauge.

Spokojne zejście w zespole do 30m, po osiągnięciu zaplanowanego czasu dennego rozpoczęliśmy wynurzenie w toni… i okazało się, że dotychczasowa praca nie poszła na marne – opinia Grzegorza na powierzchni: „było ok”.

Zrobiliśmy jeszcze kilka głębszych nurkowań z krótkim deko i z rozwiązywaniem problemów wymyślanych przez Grzegorza, i kurs się skończył. Nawet nie wiem kiedy, fajnie to wszystko wyszło bo nie czułem się jak uczeń, nauka przychodziła jakby sama, pod wodą i miedzy nurkowaniami, podczas rozmów, posiłków czy podróży do sprężarkowni.

Czego się nauczyłem? Wielu rzeczy, ale przede wszystkim była to niezła lekcja pokory i założenie na przyszłość – nigdy nie zmieniaj sprzętu przed samym kursem…

Grzegorzowi należy się pełen szacun za wyrozumiałość, szczerość w komunikacji i siłę spokoju, Przemowi dziękuję za cierpliwość i wytrwałość jako partnura

 

Co dalej? – długa i ciężka praca… ale z taką Ekipą każdy da radę.

 

Krzysztof „Klon” Smoliński