Pomysł wybrania się na wieczorek zapoznawczy z tym „jak to się robi po francusku” pojawił się dosyć niespodziewanie, jak zwykle w trybie: „ej, a może się przejedziemy do Majkiego na warsztaty ?”. Hasło zostało rzucone na bardzo podatny grunt czyli mnie i 2 tygodnie później już mknęliśmy do Krakowa brocząc krwią na tankowanie i bramki...  A z Poznania zbyt blisko to nie jest! Choć, czasem, panie w bramkach są całkiem....całkiem....eeee..... miłe.