Na Istrię wybraliśmy się po raz drugi, wiedzieliśmy już, że kraj to piękny, ludzie przyjaźni, morze ciepłe i pełne podwodnych zabytków. Burzliwa historia pierwszej połowy dwudziestego wieku pozostawiła po sobie wiele ciekawych i dostępnych dla nurków wraków. Chociaż głównym celem wyjazdu było odbycie kursu Normoxic Trimix liczyliśmy na to, że poznamy najważniejsze wrakowe pozycje wschodniej Istrii.

 

Wyruszyliśmy z Poznania 9 lipca, późnym popołudniem w składzie: Adam, Andrzej, Grzegorz i Przemo, przyczepa (na butle i inne graty) i bagażnik dachowy pozwoliły nam jechać jednym samochodem, więc w aucie było wesoło. Po 19 godzinach i przejechaniu 1200km dojechaliśmy do celu, małego portu rybackiego przy wiosce Krnica, miejscowość to niewielka i spokojna. Restauracja, bar, poczta i sklep wyczerpują listę atrakcji, szczerze mówiąc, pokus i rozrywek brak. Później okazało się, że i tak nie miało to większego znaczenia gdyż na nadmiar czasu nie mogliśmy narzekać.

 

 

 

Ale po kolei. Rozlokowaliśmy się w apartamentach, rozejrzeliśmy się po okolicy wypiliśmy kilka piw i poszliśmy spać, od następnego dnia wydarzenia miały nabrać tempa…

W nocy dojechał Robert Klein, który miał z nas zrobić nurków technicznych. Gdzieś w środku czuliśmy pewien niepokój, to jednak dziwna sytuacja gdy czterech dorosłych facetów z własnej woli wybiera piątego, żeby ich uczył, weryfikował wiedzę i oceniał, ale cóż jakoś sobie ludzie muszą życie komplikować. W kursie uczestniczył jeszcze Łukasz, który robił asysty do swojego kursu instruktorskiego, a towarzysko pojawiał się Marcin, który wypoczywał i trochę nam pomagał.

 

 


Od niedzielnego poranka wzięliśmy się do roboty, plan był prosty, od rana robimy wykłady, a popołudniu gdy upał odpuści nurkujemy. Było bardzo przyjemnie, byłoby jeszcze bardziej gdyby nie temperatura otoczenia oscylująca około 40 stopni, ale cóż, termin wybraliśmy sami. Tematyka zajęć to: fizyka, fizjologia, DCS, modelowanie dekompresji, planowanie nurkowań, wszystkiego razem pięć dni, w sumie jakieś trzydzieści kilka godzin. Formuła luźna, ale w rozsądnych granicach, dużo interesujących przykładów i wspólnych refleksji, ciekawie. Po wykładzie krótka przerwa, dojazd do bazy, ładowanie szpeju na łódź i do wody.

 

 

Pierwsze nurkowania poszły dobrze, podstawowe ćwiczenia, zabawa stagami, deko, wynurzenia itp., spoko. Wieczorem analiza naszych poczynań na podstawie filmów nakręconych przez Roberta, trochę śmiechu, trochę niespodzianek i dużo drobnych uwag, sprzętowo obyło się bez rewolucji.

Od wtorku zaczynamy nury na trymiksie i ruszamy na wraki, bardzo przypadła nam do gustu uwaga, że nie ma przeciwwskazań do wchodzenia do wraków. Zaczynamy jak zwykle w bazie, kontrola gazów, transport na statek (kosztem hektolitrów potu), krótki briefing, i do wody. Zaczynamy od MS Argo, statku który wpłynął na minę w 1948, głębokość max 50m, wrak fajny ale  historię sobie w tej relacji podarujemy, jest tego sporo w Internecie.

 

 

Warunki Chorwackie dla kogoś nurkującego dużo w Polsce wydają się lajtowe, jest ciepło, jasno i przyjemnie, trymiks pozwala trzeźwo myśleć, lecz niestety czas jakoś szybciej ucieka, to chyba kwestia mniejszej ilości azotu…
 

No właśnie trymiks - do tej pory magiczne słowo-klucz, którego pojęcie choć nieobce zawsze stanowiło dla nas niezwykłą zagadkę i wzbudzało ciekawość. Czy rzeczywiście narkoza nie działa tak mocno jak na powietrzu? Czy będzie odczuwalny większy chłód? Jak jest z planowaniem i całą teorią deko na tym gazie? Jak hel zachowuje się w naszych organizmach i jak mają się te procesy w zestawieniu z działaniem azotu? Trochę obawialiśmy się, że nie będziemy potrafili docenić jego działania w ciepłych, słonecznych i przejrzystych wodach Adriatyku. Ale różnica jest, i to ogromna! Subiektywne odczucia są niby oczywiste dla każdego kto przeszedł na tę stronę mocy ;) lub raczej oddechu - ale w zasadzie one determinują nasze dążenia do tego aby być nurkiem trymiksowym.

 

 


Pierwszym elementem bardzo mocno odczuwalnym to opory oddechowe, które w zestawieniu z powietrzem, subiektywnie wydały się o połowę mniejsze, niezależnie od głębokości. Zazwyczaj na 40stu-45ciu metrach zawsze słychać wyraźnie ten charakterystyczny świst ciężko zasysanego powietrza u siebie i u partnerów. Przy trimiksie, w zasadzie problem nie istnieje co oczywiście zdecydowanie podnosi komfort nurkowania. 

 

 

 

Drugim, choć w zasadzie z uwagi na jego znaczenie być może najważniejszym elementem nurkowanie trymiksowego jest brak odczuwalnej narkozy azotowej. Niesamowite uczucie i nowe doświadczenie podnoszące jakość nurkowania na średnich i dużych głębokościach. Każdy przeżywa narkozę azotową w osobniczy sposób ale niemal zawsze wspólnym mianownikiem tych doświadczeń są dziury pamięciowe z tego co się widziało i myślało. Gdyby nie kamera, którą dość często zabieramy ze sobą to wiele wrażeń i detali z głębszych nurkowań na powietrzu po prostu umknęłoby nam w czeluściach azotu. Trymiks jest cudownym panaceum na to zjawisko. Co ciekawe, w pełni docenić pierwsze doświadczenia z trymiksem można właśnie teraz, w kilka dni po nurkowaniach... wspominając chyba każdą minutę pod wodą.

 

 


Nie mieliśmy tym razem ze sobą kamery (wiadomo , kurs) ale chyba moglibyśmy odtworzyć większość detali wraków, które oglądaliśmy, większość myśli, gestów i zachowań jakie towarzyszyły nam podczas tych nurkowań. To naprawdę niesamowite, Robert często powtarzał na kursie, że trymiks wybacza mniej błędów ale dzięki trzeźwości umysłu pozwala je albo wyeliminować albo skuteczniej nad nimi panować. To prawda.

Po trzecie w końcu - samopoczucie po nurkowaniu. Nasze dni na kursie wypełnione były od rana do późnego wieczora zajęciami teoretycznymi i "zapasami" ze szpejem w bardzo wysokiej temperaturze. Każdy kto przy  40 stu stopniach miał na sobie suchara , twina i dwa stage (Adam np. miał na sobie ocieplacz ... bz400 ;-) ), mniej więcej, czuje klimat fizycznej mordęgi na kilka chwil przed skokiem do wody. Czuliśmy się co najmniej zmęczeni (choć bardziej właściwym byłoby określenie też zaczynające się na "z" jednak powszechnie uznane jako wulgarne). No i właśnie kolejny "cud" związany z trymiksem. Czuliśmy się fizycznie lepiej po nurze niż przed nim! Powtarzaliśmy to sobie dość często już na łodzi. Żadnej senności, uczucia znużenia, zmęczenia, jakie zdarzają się po głębokich nurkach na powietrzu. Pewnie po części to też zasługa higienicznego deko i tlenu, ale w końcu ów tlen to ważny element nurkowania trymiksowego.

Warto spróbować - świat podwodny znów zmienił swoje oblicze.

Szybko łapiemy na czym polega podejście Roberta do szkolenia, niespodzianki i zadania pojawiają podczas normalnych nurkowań, takie „przyjemne z pożytecznym”, czyli np. deponujemy, podejmujemy stage, gonimy po wraku partnera odpływającego z gazem, którego akurat nam zabrakło. Przechodzimy przez wrak w sytuacji OOG, w zerowej widoczności, którą sami zrobiliśmy przepływając chwilę wcześniej, pracujemy nad stylami pływania itp.. Deko za każdym razem liczymy w locie, żadnych runtajmów, tabliczek i ściąg, okazuje się to całkiem proste i wygodne.

 

 

Kronikarska uczciwość wymaga jednak stwierdzenia, że nie zawsze byliśmy tak doskonali jak byśmy chcieli, kilka razy ostro daliśmy ciała i musieliśmy wysłuchać kilku mocnych słów. Na szczęście Robert robił to w sposób, który nas bardziej mobilizował niż dołował. Problemy dotyczyły głównie spraw związanych z nurkowaniami na wrakach, kontroli gazu w fazie dennej, czy komunikacji między zespołami, kwestie deko, przepinek itp.. szły nam dobrze.

Zrobiliśmy też dwa nurkowania na Cesare Rossarol, okręcie który zatonął w roku 1918, jednostka jest przełamana, rufa i dziób leżą w znacznej odległości od siebie i nie ma możliwości obejrzenia całości za jednym razem.


Na wraku można zobaczyć różnego rodzaju amunicję i inne ciekawe elementy wyposażenia, jednostka warta odwiedzenia. Ostatnie dwa nury to wypłynięcia z małego portu w Plomin, u wejścia którego leży wrak SS Vis.

 


To były transportowiec, który wpłynął na minę w 1946 roku, wrak jest absolutnie świetny, duży (80m długości), dobrze zachowany i niezwykle ciekawy, stoi na stępce na głębokości 60m. Zdecydowanie wart poświęcenia kilku nurkowań, a nawet całego urlopu. Jak stwierdził Grzesiek zachowywaliśmy się na nurze jak dzieci w sklepie z zabawkami, chcieliśmy dotknąć i zobaczyć wszystko, niestety czas denny mija zawsze za szybko. Po wejściu na statek i wymianie opinii dotarła do nas smutna prawda, że to już koniec zabawy i czas jechać do domu.

Kilka słów o bazie Krnica.com, która przygotowywała dla nas gazy i woziła na wraki.

To niewielka, dobrze zorganizowana firma, prowadzi ją miejscowy nurek Mauricio, baza specjalizuje się w organizacji nurkowań technicznych, sprawnie i niedrogo miesza gazy. Mauricio funkcjonuje z charakterystycznym dla południowców luzem, bez niepotrzebnego napinania, nie stwarza niepotrzebnych problemów, jednocześnie organizacyjnie wszystko było podopinane jak należy.

Kurs wszyscy zakończyliśmy sukcesem, oprócz wiedzy i umiejętności związanych z nurkowaniami na trymiksie, odbyliśmy też solidne warsztaty nurkowania wrakowego.

Dobrze , że nie udał się nam planowany pierwotnie kurs w górskich jeziorach Austrii, w gorącym słońcu Chorwacji nauczyliśmy się chyba więcej.

A,A,G,P