W połowie października udało nam się ponownie wybrać na Bałtyk, choć prognozy pogody były niezbyt optymistyczne postanowiliśmy spróbować.


Wybraliśmy się do Jastarni „w ciemno”, wierząc, że na pewno znajdziemy jakiego przewoźnika. W piątek wieczorem, po przyjeździe, spotkaliśmy się Andrzejem Salą i ustaliliśmy, że koło 10 rano popłyniemy na Frankena, Paweł Poręba obiecał przygotować nam gazy, zamówiliśmy trymix 18/45, EAN 50 i tlen. Późnym wieczorem długo rozmawialiśmy o tym co na wraku chcemy robić i co zobaczyć, policzyliśmy rezerwy gazów i oszacowaliśmy, że będziemy na wraku jakieś 20 minut, deko policzymy w locie, Grzesiek i ja wg Ratio Deco, Monika z Krzyśkiem wg NOF.

 


 

Niestety nie możemy sobie pozwolić na tak częste wizyty na bałtyckich wrakach jakbyśmy chcieli, dlatego tego typu nurkowanie to ciągle dla nas duże wydarzenie, staraliśmy się przemyśleć i omówić wszystkie aspekty tego nura, plany awaryjne na różne sytuacje np. utrata któregoś gazu deko, zgubienie opustówki itd.. Przypomnieliśmy sobie także wszystkie informacje na temat  wraku, obejrzeliśmy grafiki i zdjęcia.

 

Kilka słów o statku.

Franken to tankowiec klasy Dithmarschen zbudowany jako okręt pomocniczy, przeznaczony do zaopatrywania w paliwo, amunicję i inne materiały jednostek operujących na Morzu Bałtyckim. Budowę rozpoczęto w roku 1937 w niemieckiej stoczni Deutche Wrek Kiel, do służby wszedł dopiero w marcu 1943 roku, po dokończeniu budowy w stoczni, w Kopenhadze.

 


 

Dane techniczne

Długość całkowita – 179m

Szerokość – 22m

Załoga – od 94 do 208 osób

Uzbrojenie

Trzy działa 150 mm

16 działek przeciwlotniczych 20 mm

2 działka przeciwlotnicze 37 mm

Napęd

Cztery dziewięciocylindrowe diesle MAN-a

 

 

Jego służba nie trwała długo, już w kwietniu 1945 roku, w okolicach Helu został zbombardowany i zatopiony przez radzieckie samoloty. Eksplozja spowodowała oderwanie się dziobu tuż za nadbudówką, obie części wraku leżą na dnie w odległości około 400 metrów od siebie. Większa część kadłuba (135 metrów długości) stoi na stępce, na głębokości 72m, najpłytsze elementy to nadbudówka zaczynająca się od 47m, najgłębiej na 65 metrach znajduje się pokład rufy.

 

 


 

 


 

Na pozycję płynęliśmy z Helu RIB-em jakieś 20-25 minut, pogoda mimo nieciekawych prognoz była piękna: słoneczny dzień i nieduża fala, mimo to podróż z twinem na plecach nie należy do przyjemności. Z ulgą wskoczyliśmy do wody i po chwili rozpoczęliśmy zanurzenie, w dwie i pół minuty byliśmy na dachu nadbudówki. Planowaliśmy obejrzeć pokład płynąc od nadbudówki w stronę rufy, jednak silny prąd w stronę rufy i pogarszająca się od 62 metrów widoczność spowodowała, że po krótkiej konsultacji z Grześkiem zmieniliśmy plan. Schowaliśmy się za nadbudówką i zanurzyliśmy się do 64m na pokład dziobowy (a właściwe to co z niego zostało), Monika i Krzysiek popłynęli, zgodnie z pierwotnym planem, z drugiej strony. Nadbudówka jest ogromna, 20 metrów wysokości i tyle samo szerokości sprawia wrażenie jakbyśmy oglądali solidny budynek, otwarte piętra wyglądają jakby ścianę fasadową odcięto nożem, lub jak przekrój poprzeczny modelu statku.

 


 

Na głębokości 58 metrów wpłynęliśmy do środka i przez jakieś 10 minut zwiedzaliśmy wnętrze wraku. Nauczony doświadczeniem często sprawdzałem gaz, ponieważ na starcie miałem go mniej o 20bar od Grzecha wiedziałem, że to ja pierwszy osiągnę ciśnienie ustalonej rezerwy rock bottom i dam sygnał do odwrotu, tak też się stało, miałem pewne obawy jak pójdzie nam odnalezienie opustówki ale obyło się bez niespodzianek. W tym samym momencie zobaczyłem światła drugiego zespołu, wymieniliśmy okejki i lepiej się poczułem, fajnie że wszystko w porządku. Reszta nurkowania to już standard, wymieniliśmy informacje o głębokości pierwszego deep stopu i do góry, policzyłem sobie deko, pokazałem Grzegorzowi czas kolejnych pięciu przystanków, próbował dyskutować, czyli chyba też policzył ;-). Po czterdziestu minutach nurkowanie się skończyło, zapakowaliśmy się na ponton i w rajdowym tempie wróciliśmy do portu.

 

Nasze pierwsze nurkowanie na Frankenie (tylko Klon był na nim wcześniej) wywołało wiele refleksji i pomysłów na przyszłość. Dla nurków śródlądowych, mających ograniczone możliwości przyjazdu na Bałtyk, zdanych na zmienną pogodę, to wrak na lata, na nieskończoną ilość nurkowań, można go zwiedzać na różnych głębokościach, od 50 do prawie 70 m (dolne pokłady, maszynownia). Paradoksalnie na pierwszym nurze, w średniej wizurze przeszkadzała mi wielkość tego wraku, czyli jego największy atut, trudno było mi go ogarnąć, wyobrazić sobie co będzie za chwilę, ocenić odległości. Następnym razem, jeżeli warunki pozwolą, musimy opłynąć go na skuterach, pozwoli to lepiej poznać topologię i ułatwi planowanie kolejnych nurkowań.

 


 

Bardzo ważna jest świadomość zagrożeń, głębokie nurkowania wrakowe są bardzo wymagające, sam trymix nie załatwia sprawy, potrzebne są umiejętność elastycznego planowania deko, opanowanie zaawansowanych technik wrakowych i zbieranie doświadczeń na wielu nurkowaniach w morzu. Nawet pozornie łatwe do wejścia, obszerne przestrzenie zamknięte, mogą być niebezpieczne, widoczność ograniczona do światła latarki sprawia, że łatwo się zgubić, zalegający mazut, duża głębokość, sieci itp. również nie ułatwiają zadania. Kluczowym ogniwem spinającym wiedzę, umiejętności, sprzęt i doświadczenie jest pewność i zaufanie do partnera, trzeba się dobrze nauczyć ze sobą nurkować, żeby pchać się między blachy.

Po tym weekendzie mam jeszcze większy szacunek dla wrakowców eksploratorów.

 

Przemo Cichowski

 

1. Dziękuję panu Arturowi Grządzielowi za udostępnieni części rysunków ze swojej publikacji: „BADANIA HYDROGRAFICZNE WRAKU FRANKEN”.

2. Pozostałe informacje za: http://www.german-navy.de