Już w maju rozmawiałem z Grzegorzem na temat planów wakacyjnych, co robić, gdzie jechać? Jak połączyć, z pozoru nie pasujące do siebie elementy, wyjazd rodzinny i nurkowy? Wybraliśmy kierunek południowy - Chorwację. Każdy z nas miał już doświadczenia związane z wyjazdami i nurkowaniami w Chorwacji, jednak zwykle jeździliśmy do Dalmacji,

tym razem postanowiliśmy pojechać na Istrię. W zasadzie z dwóch powodów, jest w miarę blisko (z Poznania 1200km.) i wokół półwyspu można znaleźć kilka bardzo interesujących wraków, z wizytówką nurkową Istrii Baronem Gautschem na czele.

Plan był taki, że ze względu na nie nurkujących członków rodzin zrobimy tylko kilka nurkowań, wyłącznie wrakowych, wybraliśmy kilka pozycji obowiązkowych, bazę i miejsce do którego chcemy jechać. Miało być kameralnie więc naszym celem stało się niewielkie, klimatyczne miasteczko Vrsar, leżące na zachodnim wybrzeżu półwyspu, później okazało się, ze wybór był strzałem w dziesiątkę.

 

Vrsar wieczorem

Gdy podzieliliśmy się naszymi planami z resztą członków Potatos chętnych na wyjazd znalazło się więcej, wszyscy zaakceptowali przyjęty model pt. „nie przeginamy z nurami”. Skład wycieczki uformował się następująco: Krzysiek, Monika, Grzegorz, Andrzej, Ola, Przemo, wszyscy z nie nurkującymi bliskimi w osobach: dzieci, żon, narzeczonych itp.. Wyjechaliśmy 6 lipca i po 15 godzinach, bez większych przygód byliśmy na miejscu, specjaliści od turystyki z naszej grupy znaleźli malowniczo położone apartamenty i rozpoczęliśmy wakacje. Vrsar oczarował nas od razu, to niezwykle piękne miasteczko z renesansową architekturą, kamiennymi budynkami, wąskimi i stromymi uliczkami. Śródziemnomorska roślinność, kolor morza, mnogość wysp, lały miód na nasze zimne, północne serca.

 


 

 Vrsar widok na port i zatokę

 

Ale czas przejść do meritum bo nie przyjechaliśmy tu na pielgrzymkę. ;-)

 

Nurkowania mieliśmy wcześniej dograne z bazą www.scuba.hr z sąsiadującego z Vrsarem miasta Rovinj, baza zbiera dobre referencje wśród polskich nurków, więc o obsługę byliśmy spokojni. Nie bylibyśmy jednak pyrami, gdybyśmy nie próbowali znaleźć czegoś jeszcze bliżej, lepiej i taniej, odwiedziliśmy dwie bazy w bezpośredniej okolicy:

Starfish.de - na kampingu AutoCamp Porto Sole, zostaliśmy tu potraktowani jak UFO, baza nie była zainteresowana naszą grupą, chyba mieliśmy zbyt wygórowane wymagania (tylko jedno nurkowanie dziennie i tylko wraki), ważne, że bez ściemy powiedzieli nam prawdę, odeszliśmy bez żalu.

Nieco inaczej było na kampingu po drugiej stronie miasteczka w bazie Orsera Diving Center, zostaliśmy tu przyjęci bardzo ciepło, zaproponowano nam świetne ceny i nawet darmowy nitrox 50%, wszystko wyglądało tak dobrze, że nawet złożyliśmy u nich sprzęt i umówiliśmy się na rano na pierwszego nura. Niestety nigdy z nimi nie zanurkowaliśmy, od dnia następnego zaczęły mnożyć się problemy, a to zła pogoda, uszkodzona pompa w łodzi, wizura… Spakowaliśmy sprzęt i pojechaliśmy do Nadi Scuba w Rovinj, tu znowu problemy, szukaliśmy ich 3 godziny, adres na stronie okazał się adresem rejestrowym firmy, bazę znaleźliśmy w północnej części miasta, za portem, niestety nikogo już nie było. Zrobiło się nerwowo, byliśmy już ostro wkurzeni, chcieliśmy jak najszybciej zanurkować. Na szczęście telefonicznie ustaliliśmy wyjazd na Gautscha od rana, w nieco lepszych humorach wróciliśmy na kolację do domu. Dalej było już tylko lepiej.

Sinisa Nadi – właściciel bazy posiada bardzo fajna Łódź nurkową „Kuba”, o pojemności 12-16 nurków, baza jest prowadzona bardzo profesjonalnie, dominuje punktualność i panuje porządek, na nurkowania wypływają dwa razy dziennie o 10 i 15 (z przesunięciami +/- godzinę w przypadku dalszych pozycji). Ponieważ wszystkie gazy na pierwszego nura wieźliśmy z kraju zapakowaliśmy się na łódź i ruszyliśmy na Barona Gautscha, na łodzi byliśmy tylko my i jeden przyjazny Niemiec z divemasterem. Nie mogliśmy się już doczekać zanurzenia, mieliśmy zaplanowane 40 minut na 36 metrach, w planie opłynięcie wraku z zewnątrz i rozpoznanie sytuacji przed planowanym drugim nurem (z eksploracją wnętrza wraku dnia następnego). Miłym zaskoczeniem było to, że obsługa bez słowa podała nam stage i kamerę, nie wspominano o żadnych limitach czasu nurkowania, pełna kultura.

Po zanurzeniu okazało się, że wizura nas nie rozpieszcza, wrak wyłonił się w ostatniej chwili, max 7 metrów widoczności nie pozwalało ocenić jego wielkości, po obejrzeniu dziobu pokazałem Oli, że wpływamy do środka, wpłynąłem przez okienko na drugi poziom i musiałem chwilę za nią poczekać, z dwoma stagami miała problem ze zmieszczeniem się w okienku. W środku widoczność była nieco lepsza, jakieś 9 metrów, przestrzeni dużo, wiele kuszących klatek schodowych prowadzących na niższe pokłady, wrak marzenie, niekończące się możliwości eksploracji, żeby tak leżał bliżej domu… Dopłynęliśmy do rufy, opłynęliśmy ją i pierwszym poziomem (płytszym) wróciliśmy do liny opustowej, Grzesiek z Taternikiem zaglądali do otworów po kominach, podobno niezły widok i pokusa zjazdu do pieca, jakoś to przeoczyłem. Na deco miałem czas by pomyśleć o historii tego niezwykłego statku.

Baron Gautsch

Baron Gautsch – był liniowcem (promem) pasażerskim, należącym do Austriackiego armatora, pływał na trasie Kotor-Triest i zatonął w roku 1914 po wpłynięciu na minę, pochłonął ponad 200 ofiar. Dzisiaj jego wrak należy do najciekawszych w Adriatyku, leży na głębokości 42 metrów, górny pokład to jakieś 28, dolny 34m głębokości, eksploracja niższych rejonów wymaga bardzo dobrego przygotowania wrakowego lub jaskiniowego. Wrak ma 85m długości i 12m szerokości, stoi na równej stępce co bardzo zwiększa jego atrakcyjność. Przestronne wnętrza dają możliwość ukrycia się przed prądami i pozwalają przeprowadzić fajne nurkowanie nawet w warunkach ograniczonej widoczności. Na pierwszego nurka optymalnie jest zaplanować głębokość 36 metrów, pozwala to zorientować się co jest co, zobaczyć go z zewnątrz i przemyśleć plan kolejnego nurkowania, tu po prostu trzeba wrócić. Nasze nurkowania, w zależności od przyjętych założeń trwały od 75-85 minut, moim zdaniem być tam krócej to jak lizanie loda przez szybę.

Po wynurzeniu, na pokładzie wszyscy jesteśmy zadowoleni, na to czekaliśmy, nawet niezbyt przejrzysta woda nam nie przeszkadzała, postanowiliśmy zanurkować tu jeszcze raz, pod koniec pobytu, pod warunkiem, że poprawi się wizura. W bazie umówiliśmy się za dwa dni, popłyniemy na wrak Istra.

Istra, inaczej Hans Schmidt

Istra lub inaczej Hans Schmidt to wrak statku handlowego zatopiony podczas I wojny światowej, prawdopodobnie w wyniku kolizji, wygląda tak jakby inny statek staranował go od strony burty i odciął przód, leży na głębokości 28-42m, jego długość to około 80m. Dziób jest oderwany od reszty kadłuba i leży w odległości około 15 metrów od niego, płynąc od strony rufy, w ograniczonej widoczności (a na taką trafiliśmy), lepiej sobie ten kawałek zaporęczować, może to pomóc nam uniknąć potrzeby wychodzenia w toni. Wrak bardzo fajny, z dużą ilością zakamarków, porośnięty i zamieszkały przez kraby, homary, kongery itp.. Wart odwiedzenia po raz drugi. Zaplanowanie nura na 38m pozwala wejść do ładowni, wejście do środka nie jest skomplikowanym przedsięwzięciem, głównym zagrożeniem wydaje się być duża ilość sieci rybackich oplatających wrak.

 

Varese

Kolejną atrakcją był wrak włoskiego statku towarowego Varese, został zbudowany w 1870 jako dwumasztowy parowiec. Transportował fosfor na trasie Wenecja Tunis. W wyniku silnie wiejącej Bory w styczniu 1915, dowódca zmienił trasę rejsu, chciał dotrzeć do portu w Pula, niestety pechowo trafił na minę i szybko zatonął. Obecnie wrak leży w głębokości maksymalnej 41 m, ma długość 65 m. Jest dobrze zachowany i oferuje możliwość penetracji. Na nas nie zrobił większego wrażenia, może dlatego, że wcześniej był Gautsch?


Po małej przerwie na zwiedzanie Istrii, morskie kąpiele, odwiedziny w lokalnych restauracjach umówiliśmy się na nurka na Numidii. Okazało się, że było to nasze ostatnie nurkowanie w czasie tego pobytu w Chorwacji.

Numidia

Płynęliśmy w dużym tłoku, na łodzi oprócz nas znalazło się jeszcze trzech nurków ciężkozbrojnych, dwóch sympatycznych GUE-owców z Holandii, naburmuszony Pan DIR-Italia oraz kilku fajnych Niemców, traktujących zabawę bardziej lajtowo, bardzo interesowali się szczegółami naszego wyposażenia i rwali się do pomocy, jak na naszych zachodnich sąsiadów byli naprawdę bardzo mili.

Sam wrak zrobił na nas duże wrażenie, poprawiła się trochę widoczność i chociaż częściowo można było docenić jego rozmiary (120 metrów długości), ogromna ilość wszelkiego życia na wraku: gigantyczne kraby i homary, skrzętnie ukryte kongery itp., powodowały, że czas uciekał bardzo szybko. Mimo, że postanowiliśmy przedłużyć czas denny o 10 minut, i tak nie obejrzeliśmy z Olą całego wraku. Jak zwykle na deco myślałem o tym jak doszło do tego, że tak wielka jednostka skończyła jako leżący pod 40 metrami wody wrak. Historia ta sięga 1917 roku kiedy to ogromny przewożący ładunek cementu i wosku frachtowiec zatonął w odległości 15 mil morskich od wybrzeży zachodniej Istrii.

Ze względu na stosunkowo słabą, jak na Chorwację, wizurę postanowiliśmy zakończyć nurkowania i poświęcić się biernej części wypoczynku, trzeba przyznać, że jesteśmy w tym świetni. Pojawiły się w prawdzie pomysły, żeby podwiesić staga i ponurkować z plaży z samą płytą, ale nie wprowadziliśmy ich w życie (ku zdziwieniu towarzyszących nam, nie nurkujących osób), chyba nie jest z nami jeszcze tak źle?

Podsumowując, myślę, że udało nam się zorganizować fajne wakacje dla dzieci i zrobić kilka super nurkowań, może znaleźliśmy na to patent? Spróbujemy potwierdzić to w przyszłym sezonie, tym bardziej, że chyba będzie nas więcej bo kilku młodych adeptów wyraziło silną chęć rozpoczęcia przygody nurkowej. Zobaczymy co z tego wyjdzie?

 

 


Ze względu na słabą widoczność i fakt, że ulubioną kamerę Adamossa zalaliśmy już na pierwszym nurku, film może być kiepski. Pan Reżyser dostanie do obróbki materiał kręcony małpkami, zobaczymy ile jest wart jego słynny talent, czy uda mu się zrobić coś z niczego? Przekonamy się już w następnym odcinku. ;-)

Nurkującym uczestnikom dziękuję za towarzystwo, nie nurkującym za towarzystwo, za cierpliwość i pomoc w obsłudze dzieciaków podczas naszych pobytów pod wodą. To były naprawdę udane wakacje.

 

PrzemoC