Na kołobrzeskie wraki, skusił nas Michał Piechocki, zostawił niewinne info w Nautice, a my polecieliśmy jak muchy na lep, właściwie od dawna chcieliśmy zobaczyć co ciekawego kryje Bałtyk w tym rejonie i przetestować przydatność do nurkowania statku o nazwie Dr Lubecki (ustaliliśmy, że to musiał być kuzyn doktora Lubicza z Klanu).  

Pomimo, że statek wypływał w poniedziałek o 8 rano i pogoda zapowiadała się niewyraźna, zebrało się nas siedmioro: Monika, Ola, Adam, Andrzej, Grzesiek, Krzysiek i ja (Przemo). Postanowiliśmy pojechać w niedzielę wieczorem, przespać się na statku i zająć najlepsze ławeczki na pokładzie. Spotkaliśmy się u Adama i godzinę pakowaliśmy przyczepę, trochę tego było, ale dała radę. O 22 byliśmy na miejscu, statek czekał w porcie rybackim, przywitał nas Michał i Czarek (właściciel łodzi), zapakowaliśmy szpej, zamaskowaliśmy przyczepę (Adam był pewny, że ktoś będzie chciał ją uprowadzić) i zajęliśmy kajuty. Zaczęło się wesoło, bo w mesie siedziało już kilku znajomych nurków z wielkopolski, przegadaliśmy pół nocy, trochę o docelowych wrakach, trochę o planowaniu, a najwięcej o innych nurkach ;-).

 

 

Dr Lubecki okazał się bardzo ciekawą jednostką, mieszczącą: 24 koja w 10 kabinach, toalety, prysznic, mesę. Normalnie - nie RIB, nie łódź, nie kuter, tylko prawdziwy statek, była to kiedyś jednostka badawcza wybudowana dla Instytutu Morskiego z przeznaczeniem do prowadzenia badań na Morzu Bałtyckim i Północnym, posiadała autonomię pływania do 30 dni. Teraz przez nowych właścicieli przeznaczony do poważniejszych i pożyteczniejszych zadań, czyli do wożenia nas na wraki.
 

 W poniedziałek rano obudził nas hałas pracującej maszyny, wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie, sklarowaliśmy szpej, przywitaliśmy tych którzy przyjechali rano i w drogę, naszym celem wrak określany jako Refuler. Czarek twierdzi, że osobiście go znalazł i udało mu się potwierdzić w muzeum kołobrzeskim, że podobna maszyna zatonęła w roku 1912. Wrak ten to nie tyle statek co pływające urządzenie hydrotechniczne, duże (około 60m) bez własnego napędu, wyposażone w różnego rodzaju elementy techniczne: maszynę parową, dźwigi, odciągi, rury ssące i wiele innych. Leży to do góry dnem, wsparte z jednej strony na potężnych stalowych konstrukcjach, wyglądających jak pozostałości dźwigu, lub czegoś co było tym przewożone. Trochę się podpaliliśmy bo okazało się można wpłynąć do środka, w pokładzie wraku jest dziura o średnicy 3,5m wyglądająca jak studnia, można wpłynąć do niej od spodu i wyjść górą.


Wrak leży na głębokości 32-34m, ponieważ wszyscy mieliśmy 50% nitrox w stagach i 32% w twinach, zaplanowaliśmy godzinne nurkowanie z 30 minutowym czasem dennym, powinno to wystarczyć by dobrze zobaczyć wrak. Ja byłem w zespole z Olą i Grześkiem, Adamoss z Taternikiem, a Monika z Krzyśkiem, każdy zespół robił swoje i „operował” niezależnie. Pan reżyser Adamoss miał zrobić z tego relację filmową na miarę „Zaginionego w akcji 77”. Tajemnicą była jak zwykle wizura, 7-8 metrów bralibyśmy w ciemno, spieszyło nam się na nura bo ostro bujało i śniadania w naszych żołądkach rwały się do wody, Ola miała pistacjowy kolor twarzy. Do wody z Lubeckiego można kulturalnie wjechać windą, nigdy wcześniej tego nie przerabiałem, luksus pełen, zjechaliśmy z ciekawości, choć spokojnie można skakać. Zanurzamy się, zatrzymujemy na 5m, robimy checka, opadamy dalej i już widać jasny piaseczek i ciemną bryłę wraku, wizura 20m, bez picu !!! Chorwacja, byłem szczęśliwy, wiecie jak to jest, dla takich chwil się nurkuje.

 

 

Ola i Grzesiek są obok, okejki i zwiedzamy, wrak jest bardzo ciekawy, szczególnie dla kogoś kto lubi pomyszkować, pozaglądać w zakamarki, pół godziny to zbyt mało, żeby go dokładnie obejrzeć, o wpływaniu nie ma mowy, chociaż podczas briefingu chętnych do penetracji nie brakowało, szkoda czasu, zbyt wiele żelastwa do oglądania. Spotykamy duże dorsze i mnóstwo wędkarskich błyskotek, Ola zaplątała się w żyłki, wycięliśmy ją bez problemów, później ja zaplątałem się w to z czego wycięliśmy Olę, ale udało mi się z uwolnić. Spotkaliśmy po drodze ekipę filmową, ale bez kamery, Adam miał takie smutne oczy…, później przyznali, że mieli jakieś problemy techniczne i kamera została na pokładzie. Nasz czas powoli dobiega końca, nie opłynęliśmy nawet całego wraku, zbyt wiele na nim interesujących detali, w sumie to dosyć dziwne, ale dla mnie, zwykle wraki leżące stępką do góry są z zewnątrz mało ciekawe, muszą być naprawdę duże żeby robiły wrażenie, Refuler jest inny, ciekawa konstrukcja tworzy miejsce na kilka interesujących nurkowań, na pewno tu jeszcze wrócimy. Robimy deco i po godzinie wychodzimy (wjeżdżamy windą) na pokład, falowanie mocno się zmniejszyło, za to leje deszcz i grad. Ale my też na to lejemy ;-), było fantastycznie !!!

 

 

Zwijamy się, ładujemy butle (na pokładzie jest jakaś mocna sprężarka bo szybko to idzie) i zmieniamy pozycję, płyniemy na wrak określany jako „Wycieczkowiec”, ma leżeć na 30m (ale to marketing, było 25). Po dwóch godzinach jesteśmy znowu pod wodą, plan mamy podobny, 30 minut na wraku. Widoczność 20m, ale ogólnie jeszcze lepiej, jest płycej, wyszło słońce i dociera dużo światła, super warunki.

 

 

Sam drewniany wrak jest już mocno zniszczony, część śródokręcia zniknęła w piasku, mimo to jest co oglądać, statek był duży, miał około 70 metrów, wśród belek widać resztki skrzyń, cegły, pozostałości kotłów. Płyniemy powoli, pod lekki prąd, kierując się w stronę rufy, warunki wręcz wakacyjne, Adamoss filmuje, jest w swoim żywiole, wokół niego czysta woda, a w rękach kamera, Taternik ubezpiecza drogą kamerę ;-), reszta pozuje. Z czasem wszyscy już wyszli, jesteśmy na dole sami z Olą i Grześkiem, wracamy z prądem do liny opustowej i szykujemy się do wynurzania, jest jednak jeszcze jedna ekipa, odwiązują linę od wraku i kończymy, po krótkim deco jesteśmy na powierzchni. Tym razem jest lato, słońce świeci, niebo błękitne, a tu trzeba wracać do domu, jest niedosyt, zostalibyśmy na safari.
Jeszcze smaczny obiad, pakowanie sprzętu, pół godziny drzemki i koło 18 dobijamy do portu w Kołobrzegu. Właściciel przyczepy biegnie sprawdzić czy nie odjechała, a ona, czekała cierpliwie na niego z opuszczonym dyszlem, to piękny wzruszający obrazek, Adam bardzo lubi swoją przyczepkę.
 
 
Pakujemy się, żegnamy i odjazd, to był dobry dzień, w domu jesteśmy z Olą po północy, padam do łóżka. Śnią mi się wraki…

 

Przemo Cichowski