Stwierdziliśmy, że trochę dosyć mamy już okolicznych jezior, Kierskie jeszcze się nie nadaje na nury, wyjazdy nad Bałtyk trzeba planować dużo wcześniej, a pogoda na morzu lubi płatać niespodzianki, co robić…? Może ponurkować w zalanych, niemieckich kamieniołomach? Pomysł chwycił i zebrało się kilku chętnych. Jak dobrze mieć sąsiada.

 


 

Kryptonim akcji - „Zigaretten Nach Berlin”, kto jeszcze pamięta te czasy, gdy autobusy pełne naszych przedsiębiorczych rodaków gnały po betonowej autostradzie do stolicy Niemiec, z toreb i plecaków wydobywały się swojskie zapachy, pachniały: tytoń, wędliny (na handel i na prowiant), jaja na twardo, kawa z termosów i wódka. Wydaje się, że czasy te odeszły w zapomnienie, a jednak zmieniło się tak niewiele...

 


 

Zgodnie ze sztuką ;-), zespoły nurkowe podzieliły się już przed wyjazdem i każdy zespół jechał swoim samochodem: Krzychu z Moniką, Adam z Andrzejem i Przemo z Grzechem, w bagażnikach oprócz sprzętu mieliśmy: wędliny, termosy z kawą i herbatą, kanapki i napoje, nie mieliśmy tylko wyrobów tytoniowych i alkoholu, ale usprawiedliwia nas fakt, że jechaliśmy nurkować w kamieniołomie, a nie handlować na bazarze.

 


 

Plan zakładał, że wyjeżdżamy rano, robimy dwa nury i wracamy na bokserską walkę stulecia: Adamek-Gołota, miłośnicy boksu wiedzą , że na Gołotę nie można się spóźniać ;-), dlatego pobudka zaplanowana na 6 rano i wyjazd.

Nasz cel: Niemcy, miejscowość Sproitz, kamieniołom Wetro, odległość od Poznania. dokładnie 250 km, trasa przez Zieloną Górę i Żary, granicę przejechaliśmy w Przewozie, jechaliśmy 3-3,5 godz. z postojem, droga taka sobie,  o tej porze roku trzeba uważać na mgły (i zawsze na fotoradary)

Na miejscu, baza nurkowa, podobno niemiecka, tylko Niemców nie ma, sami Polacy i Czesi. Uiściliśmy opłatę po 5 euro od głowy, w zamian jest bieżąca woda i toaleta (stan nieznany, nie sprawdzałem), właściciel oferuje możliwość ładowania butli powietrzem i nitroxem, jednak trzeba uważać bo sprężarka jest tak wolna, że trzeba by chyba tam nocować. Na terenie stoją przyczepy kampingowe (nocleg za 5 euro.), ale na oko, standard z epoki późnego Ericha Honeckera. Za to wejście do wody, pełna profeska i niemieckie wykonanie, porządne metalowe schody, Adam upierał się, że na pewno ruchome i gdyby miał DDR-owską markę, to by wrzucił i uruchomił, bilonu nie miał więc schodziliśmy i wchodziliśmy „z buta”, na wodzie duży pływający pomost z ławeczkami.

 


 

Kamieniołom: po wspomnianych ruchomych, stalowych schodach należy zejść 10 metrów w dół na pomost. Z niego prowadzi lina na dno - 56 m. Kamieniołom należy do ciemnych i głębokich, raczej granity, więc mało wrażliwy na deszcze. Składa się z dwóch niecek (56 i 45 m), przedzielonych groblą wznoszącą się do 15 metra głęb. Generalnie najciekawsze miejsca są w samej grobli (piwnica, 2 budki strzelnicze, 2 wieże). Widoczność - różna w zależności od miejsca (jak to w kamieniołomach). Tym razem 0-20 metra głęb. - widoczność na 8-9 m,  głęb. 20-45 m - na 10-15m; od 45 - 56 - spadła do 1-2 m..

 


 

Na pierwszym nurku wszystkie trzy ekipy zaplanowały podobny początek nurkowania, czyli dojście po ścianie do grobli i odnalezienie wejścia do Sztolni, dalej każda ekipa robiła co innego: Przemo z Grzegorzem opłynęli pierwszą niecką dokoła, zajęło im to trochę ponad godzinę, Monika z Krzychem i Maciejem (kolega z Sieradza, który dołączył do nas gościnnie) zwiedzali drugą nieckę, a Andrzej z Adamem długo zabawili przy sztolni i odwisieli długie deko.

 


 

Po nurku, zjedliśmy prowiant, pogadaliśmy i zastanawialiśmy się co dalej? Na bicie butli nie było czasu, postanowiliśmy więc zrobić drugiego nurka na tym co nam zostało, każda ekipa ze swoim planem, w zależności od ilości gazu w twinach i stagach. Pozamienialiśmy się butlami, tak, żeby każdemu pasowało i na przód. Część z nas zrobiła windę z krótkim deco przy ścianie, a część płytszy spacer po wyrobisku. Skończyliśmy drugiego nura po godz. 17, spakowaliśmy się i ruszyliśmy do domu, przez to wszystko nawet czekolady z okienkiem w Aldiku nie kupiliśmy, nawet piwa w puszce…

 


 

Na pewno polecam ten kamieniołom, chociaż ze względu na dużą odległość, warto sprawdzić przed wyjazdem możliwości noclegu i ładowania butli, zaplanować cały weekend. W razie czego niedaleko są inne kamieniołomy (Spermann - ciekawa nazwa, Steina, Prelle). Wetro (czyli Sproitz) jest o tyle fajny, że można robić wiele ciekawych, głębokich nurów i nie ma zatopionych gów..en jak na Horce, tylko realnie zalane urządzenia. Dla fotografii - wiele rewelacyjnych wręcz miejsc: piwnica z drewnianych stempli, jaskinia, domki strzelnicze, wieże z zegarami, na grobli - czarne ściany przykryte od góry białym osadem wyglądają jak Tatry zimą...., wszystko razem naprawdę robi wrażenie. Pojechać na pewno warto, choć lepiej na dłużej bo to daleko, prawie jak nad morze.

P.S.

Na walkę stulecia zdążyliśmy, ale czy stulecia?

Andrzej „Taternik” Stachura

Przemo „PrzemoC” Cichowski