Większość naszej ekipy jest już albo po szkoleniu GUE Fundamentals albo ma zarezerwowane terminy takiego szkolenia.  Zatem siłą rzeczy lub raczej siłą wspólnej pasji i podejścia do sposobów nurkowania temat mocno krąży również wokół mnie.

 

 


 

Tym razem jednak nie będzie to kolejna relacja z takiego kursu ani tym bardziej opinia nt. GUE jako pewnej koncepcji nurkowania. To wszystko być może przede mną. Być może bowiem razem z Taternikiem postanowiliśmy najpierw poznać Wojtka Filipa – jedynego w Polsce instruktora GUE, i jego warsztat instruktorski. To bowiem co trapi mnie najbardziej w moim skromnym życiu nurkowym w odniesieniu do instruktorów innych federacji to albo słabe wyszkolenie, albo kiepska metodologia pracy albo tzw. wypalenie zawodowe.

 

 

 

Już w okolicach marca zapisaliśmy się u Wojtka na trzydniowe warsztaty szlifujące nasze umiejętności. Miejsce zaproponował Wojtek – ‘Koparki’ w Jaworznie. Ucieszyłem się ponieważ znam ten akwen bardzo dobrze : jak na polskie warunki super przejrzysta woda,  z bardzo dobrym zapleczem nurkowym – nad i pod wodnym; pewnym mankamentem jest jedynie to, że póki co na ‘Koparkach’ nie ma jeszcze prądu co dla biwakujących jest drobnym utrudnieniem. Ale widzieliśmy już słupy wysokiego napięcia i zapewne w przyszłym roku ta drobna acz uciążliwa niedogodność zniknie.


W każdym razie w niedzielę 2 sierpnia tuż przed 23:00 po męczącej i długiej podróży zameldowaliśmy się z Taternikiem na miejscu. Dość sprawnie w światłach samochodowych reflektorów rozbiliśmy nasze obozowisko i poszliśmy spać.

Poniedziałkowy ranek wstał lekko zachmurzony. Po szybkiej porannej toalecie i równie szybkim śniadaniu przyjechał Wojtek. Była 9:00. Od tego momentu doba nabrała innego wymiaru – po prostu znacznie przyspieszyła.


Początkowo w swojej relacji chciałem opisać dzień po dniu ale uznałem, że bez sensu jest streszczanie w szczegółach rzeczy podstawowych bo takie z Taternikiem chcieliśmy przerobić. Poza tym na przełomie sierpnia i wrześnie pojawi się filmik z naszych działań wraz z opisami naszych zmagań , popełnianych błędów oraz prawidłowo wykonanych czynności. Stąd ograniczę moją relację tylko do pewnych ogólnych spostrzeżeń.

Tuż po przybyciu Wojtka i krótkiej dwustronnej prezentacji uzgodniliśmy, że przerabiamy :

·         przegląd naszej konfiguracji,

·         wyważenie ,trym i pływalność,

·         stopniowe wynurzanie w toni,

·         kręcenie zaworami,

·         techniki pływackie,

·         oraz na deser elementy ratownictwa – podjęcie nieprzytomnego nurka , pływanie z nim oraz wydobycie na powierzchnię.

Mieliśmy z Taternikiem ochotę na ćwiczenia ze stage’ami ale potem zgodnie uznaliśmy, że nie dalibyśmy rady czasowo zająć się tematem.

No i jak ustaliliśmy tak działaliśmy. Zaczęliśmy od przeglądu naszych konfiguracji łącznie z elementami mocującymi karabinki, latarki, noże – np. wszystkie tzw. trytytki (…”‘trytytki’ są dla elektryków a nie dla nurków„) zamieniliśmy na sznurek mocowany węzłem jaskiniowym. Wiem już które węże w moim zestawie muszę zmienić na krótsze i jak układać je aby moja sylwetka była jak najbardziej opływowa bez zbędnych i niebezpiecznych odgięć i załamań wystających poza obrys mojej konfiguracji. Opuściłem też mojego twina o dobre 3-4 cm w dół obniżając środek ciężkości całego układu. Potem przyszedł czas na szelki, pasy kroczne oraz regulacje obejm na butlach. Wojtek poprosił nas abyśmy zdjęli nasze x-weighty i zamocowali na pasach kafle odpowiadające wadze używanych balastów.  W ślad za tym Wojtek omówił zasady wyważania oraz sposób w jaki działać będziemy pod wodą uzyskując jak najlepszy efekt doboru ciężaru. W moim przypadku okazało się, że mogę odpuścić sobie 1 kg.

No i do wody. Nie ukrywam, że byłem przed tym pierwszym nurem mocno spięty – prawie jakby to był mój pierwszy raz pod wodą. I nie wiem co zadziałało – zmiany w mojej konfiguracji a może siła sugestii Wojtka w każdym razie poczułem się naprawdę lepiej pod wodą. Ci, którzy mnie znają wiedzą , że z moim trymem zawsze było kiepsko – tzw. konik raz większy raz mniejszy był moim niechlubnym znakiem rozpoznawczym. Tym razem od razu czułem , że wszystko jest ok. Przekonałem się o tym po wyjściu z wody kiedy Wojtek pokazał nam krótkie filmiki omawiając popełniane błędy ale też podkreślając dobre momenty. Byłem naprawdę zadowolony. Sądzę, że śmiało i bardzo nieskromnie mogę powiedzieć, że mój trym jest teraz wzorowy.

Kolejny nurek tego dnia – o ile dobrze pamiętam – to były techniki pływackie : żabka, zmodyfikowana żabka, kraul, zmodyfikowany kraul, pływanie do tyłu. Warto podkreślić, że Wojtek bardzo długo i bardzo starannie wszystkie elementy omawia na powierzchni. Wszystko to poparte ćwiczeniami na sucho, z zakresem oczekiwanego ruchu płetw i nóg. Na przykład pływanie w tył. Niby proste. Efektywnie zawsze sobie jakoś z tym radziłem. Tu jednak szybko przekonałem się, że ruchy, które wykonywałem do tej pory przy tym elemencie pływackim były po prostu złe – za szybkie, chaotyczne, burzące trym i sylwetkę. Po warsztatach umiem pływać do tyłu lepiej ,eliminując opisany wyżej wady. Co prawda nie jest to ideał bo pewien błąd ze zginaniem bioder (widać to na filmiku) nadal występuje ale to już tylko detal do wyszlifowania. To samo z pozostałymi technikami. Bardzo podobało mi się to, że Wojtek w swoich omówieniach zwracał uwagę na tzw. czucie wody pod płetwą. Np. kraul. Do tej pory sądziłem , że jest to po prostu uderzenie płetwą z góry na dół. Teraz wiem, że nie do końca, że ten ruch musi się zatrzymać w pewnym momencie tak aby siła ciągu nie wzburzyła osadu pod nami. Trudno to opisać sądzę, ze i filmik ten element pokaże.

Kolejne dwa dni upływały nam równie pracowicie. Warto podkreślić, że każde nasze zejście pod wodę i wynurzenie odbywało się w toni – metr na minutę – z użyciem jedynie komputera. Dość w tym miejscu jeśli napiszę, że ten element muszę jeszcze dłuuuuugo ćwiczyć ;) – dobrze, ze wszystkie nasze ćwiczenia odbywały się na 5ciu metrach.

Jako warte podkreślenia kolejnych dwóch dni są elementy ćwiczenia z ratownictwa oraz radzenia sobie w sytuacji awaryjnej pt. lecimy w górę głową w dół  podobno, w zasadzie nie jest to sytuacja awaryjna tylko zwykła technika niemalże pływacka przywracająca trym. Przy tym ćwiczeniu śmialiśmy się z siebie nawzajem bo układ był komiczny – odsyłam do filmiku. Po krótce. Ćwiczenie polega na chwyceniu platformy oraz doładowaniu naszego suchara tak aby wydawało nam się, że za chwilę zgubimy płetwy. To co było komiczne to nasze harce na platformie kiedy kurczowo trzymając się platform z nogami nadmuchanymi na maksa baliśmy się jej puścić. Ruch podwieszonej – a więc nie stabilnej platformy – wymuszał na nas w takiej sytuacji swoisty taniec na rękach po całej platformie. Co należy robić dalej jest również na filmiku. Dodam tylko, że tolerancja po tym swoistym fikołku wynosi około 1-1,5 metra. Nam w ocenie Wojtka udawało się zamykać w 1-1,2 metra.

Również nie będę opisywał ćwiczeń z podjęcia nieprzytomnego nurka . Teraz napiszę tylko tyle, że są bardzo podobne do tych jakie stosuje się w IANTD. Różnica polega jedynie na obsłudze worka nieprzytomnego nurka.

Całość warsztatów zakończyliśmy w środę około 16:00. Dodam tylko, że na koniec drugiego dnia, zrobiliśmy sobie z Taternikiem szybką wycieczkę na wraki koparek. Można powiedzieć taki pół-nocny wypad. Wizura na 15 metrach jak na warunki ‘koparkowe’ nie roztkliwiała – jakieś 5-7 metrów. Ale wystarczyło aby Taternikowi – tak mi się wydawało – zaprzeć dech z podziwu. Koparki robią wrażenie swoja wielkością. To nie są koparki, które znamy z placów budów tylko kopary wydobywające urobek z kamieniołomów. Oczywiście zwiedziliśmy je z zewnątrz i wewnątrz – robiąc sobie przy okazji małe nurkowanie wrakowe. Na filmie będzie widać kilka ujęć tych koparek z mojego wypadu z Jackiem w roku 2007. Niestety tym razem nie miałem  (??!!??*&%!**&) swojej kamery i nie mogłem nura tego sfilmować.  

Ogólnie podsumowując. Bardzo podoba mi sposób prowadzenia zajęć przez Wojtka oraz to jak traktuje swoją rolę oraz swoich klientów. Każdy dzień to jasny plan co robimy. Nie ma miejsca na improwizację, zmiany. Wszystkie zajęcia – pisałem o tym nieco wyżej – są omówione tak aby nie było wątpliwości co do ich istoty, celowości, pewnej spójności z innymi zasadami (tu siłą rzeczy GUE). Nie ma miejsca na chwile relaksu, drzemki, spacerów etc. Jeśli przerwa to szybkie ciacho i kawa ale w tle cały czas rozmowa o tym co robimy. Z 9-10 godzinnego dnia pracy, 9-10 to zajęcia.

Co ciekawe i dla mnie bardzo ważne. Wojtek nie jest typem faceta, który uważa się za mesjasza nurkowania, którego rady to jedynie słuszne zasady. Jeśli jest pytanie to odpowiedź bywa bardzo wyważona i skupiona na problemie ale też odnosi się do pewnej całości zasad (GUE). Jego odpowiedzi można kupić lub nie – wszystko zależy od nas. Mi te trzy dni dały zdecydowaną poprawę techniki i sposobu poruszania się pod wodą. Wiem też co muszę zrobić do października kiedy to …. Ale o tym może w innej relacji ;))

Dziękuję też Taternikowi za udany pod każdym względem wypad.

Adamoss