Skoro powiedziało się „A” jak Advance Nitrox to trzeba powiedzieć też… „N” jak Normoxic Trimix, Od dłuższego już czasu szykowałem się na ten kurs w IANTD, ponieważ jest w kraju kilku bardzo dobrych instruktorów tej organizacji problemem okazała się kwestia wyboru, czytałem, pytałem, dzwoniłem rozmawiałem, ostatecznie wybór padł na Pawła Porębę a co za tym idzie – kurs na Bałtyku!!!

 

 

Tak jak w piątek skończyłem GDF Tech, tak w sobotę się przepakowałem i ruszyłem niecierpliwie do Jastarnii, gdzie rezyduje Paweł.

Zaczęliśmy z samego rana w niedzielę, jak to zwykle na wszystkich kursach bywa, od skillsów. I znów, jak to zwykle na kursach bywa, po pierwszym nurkowaniu zdziwienie… wydawało mi się, że to umiem J.

Początek był niewinny: kontrola sprzętu, rozwinięcie poręczówki i ćwiczenia. Niby nic skomplikowanego… pozycja, trym, żonglerka stejdżami (w układzie 0,2,4), kręcenie zaworami – oczywiście wersje w masce, bez maski i w czarnej masce. Z jednym małym wyjątkiem, który okazał się jednak kluczowym – płetwy trzymamy cały czas… w ręce J.

No cóż człowiek to taka dziwna bestia, że jak się na coś uprze to w końcu da radę.

 

 

Kolejne nurkowanie już na Groźnym – nie wiem dlaczego wcześniej nie trafiłem na ten wrak – dla mnie rewelacja! Nie było mi dane jednak napawać się jego urokami, ponieważ momenty gdy miałem na twarzy maskę należały do rzadkości – znów skillsy: style pływania, deponowanie i podejmowanie stejdży, pływanie na bezdechu, sytuacje OOG i tak w kółko – scenariusz oczywiście się powtarzał: maska, bez maski, czarna…J. I tak przez cztery nurkowania. Ponieważ na plecach miałem 2x12 a nurkowania przebiegały na głębokości około 11m to rzadko były one krótsze niż 90min mimo, że SAC wzrósł mi dramatycznie. Przestał mieć już dla mnie specjalnie znaczenie fakt czy mam maskę czy nie…

W tym momencie, niestety, doszedł do głosu sztorm, który skutecznie wstrzymał kurs na prawie dwa dni, jednakże tak jak szybko przyszedł tak samo szybko zabrał molo z Sopotu i poszedł swoją drogą.

Na szczęście Paweł stwierdził, że możemy pójść już dalej, więc zaczęło się najlepsze – głębsze nurkowania, już na TMX-ie. Na początek spokojnie – Trałowiec i Abilla, oczywiście Paweł zadbał o atrakcje w postaci awaryjnej dekompresji na jednym stejdżu z partnerem,  czy wynurzania do pierwszego przystanku dekompresyjnego w sytuacji OOG J - w końcu nie byłby to kurs tylko safari wrakoweJ.

Niestety sztorm zrobił swoje – woda „wepchnięta” do Zatoki musiała w końcu wypłynąć co nie tylko spowodowało prądy, ale przede wszystkim skopało wizurę . Ostatecznie i tak spać kładłem się podekscytowany – następny dzień zapowiadał się baaardzo ciekawie…

 


 

Piątkowe nurkowania były dla mnie, jak się później okazało, prezentem na zakończenie kursu, jakiego nie mogłem sobie nawet wymarzyć. Wstępnie planowaliśmy dwa nurkowania: Franken i Abilla. Ponieważ na „Franka” płynie się trochę ponad godzinę, w porcie w Helu umówiliśmy się na godzinę siódmą. Na pozycję dotarliśmy trochę po 8. Zanurzenie, na 5m standardowy VBS i dalej. Z pewnym niepokojem spojrzałem dookoła, bo nie bardzo wiedziałem co się stało – wizura jak w mo…dę strzelił nie mniej niż 15m! Nie wierzyłem do samego końca – w całym pionie bez zmian aż do 64m! Temperatura 13 stopni aż do termokliny na… 62m!!! Zwariowałem na punkcie tego wraku do tego stopnia, że gdy Maciej z Sea Devil nieśmiało zaproponował, by drugie nurkowanie odbyć też na Franku – nie zastanawiałem się nawet przez sekundę.

Na drugi ogień wzięliśmy część rufową i sytuacja z widocznością powtórzyła się „toczka w toczkę” – nie mogliśmy się oprzeć pokusie wpłynięcia do maszynowni – przypomniałem sobie wtedy zdjęcia z jaskiń na Florydzie – nurkowie wyglądali jakby byli zawieszeni w powietrzu na niewidzialnych nitkach – tutaj było dokładnie tak samo – Paweł kilka metrów dalej wyglądał jakby frunął…

Kolega zapytał mnie później czy było warto… odpowiedź? – dla takich nurkowań przechodzi się przez to wszystko, takie nurkowania są ukoronowaniem godzin spędzonych na nużących ćwiczeniach i żmudnym powtarzaniu tych samych procedur. Po to by sama technika nurkowania stała się narzędziem a nie celem.

Wchodzę właśnie w nurkowanie, które stawia przede mną nowe, jeszcze ciekawsze wyzwania, i jeszcze wyżej zawiesza poprzeczkę. Nie widzę możliwości by nie kontynuować tej drogi… co następnie? – oczywiście TMX, GUE T1 i dalej, dalej…

 

Krzysiek „Klon” Smoliński