W dniach 1-5.05.2009 w bazie nurkowej KDP w Giewartowie wraz z Olą i Grzegorzem odbyliśmy kurs DIR Fundamentals, który poprowadził dla nas Wojtek Filip.

 Jak się zaczęło…. Kilka lat temu usłyszałem gdzieś o DIR (o GUE nikt nie wspominał), w kontekście długiego węża podstawowego automatu. DIR miał być tajemniczym systemem, który potrafi „zabić” nurka zanim ten wejdzie do wody, bo „długi wąż owinięty wokół szyi dusi natychmiast…”.

Nigdzie żadnych konkretnych informacji, brak polskich instruktorów. We wszystkich rozmowach jakie w międzyczasie usłyszałem wszystko sprowadzało się do sprzętu, nikt nie mówił o procedurach, bezpieczeństwie, zespole, technikach pływania. Wielu ludzi twierdziło, że to totalna komercja, bo musisz mieć latarkę na H……za co najmniej 6tys. pln. Z czasem w gazetach zaczęły pojawiać się artykuły na temat DIR, które znów sprowadzały się do sprzętu. Wkrótce zaczęły sporadycznie pojawiać się relacje z kursów pisane w sieci przez, wydawać się mogło super doświadczonych nurków, z których wynikało, że Fundy to totalna masakra podwodna, na jednym nurku każdy stracił do 6-ciu żyć, a instruktorzy przylatywali gdzieś z końca świata i do tego mówili tylko w obcych językach, nie wspominając o tym, że nawet super nurkowie fundy oblewali. Postanowiłem się przyczaić na …kilka lat. Później pojawili się w sieci Dorota i Wojtek. Zupełnie przypadkowo znalazłem ich forum. Obserwowałem je szukając rzetelnych informacji, podglądając szczegóły konfiguracji. Czekałem przede wszystkim na relacje ludzi, którzy fundy zrobili. Wszyscy jednomyślnie byli zachwyceni, co od razu wydało mi się mocno podejrzane. Postanowiłem czaić się nadal. W międzyczasie na kursie wrakowym u Pawła Poręby, mogłem przekonać się co do słuszności długiego węża podstawowego automatu oraz innych koncepcji konfiguracji DIR. W zeszłym roku fundy zrobił nasz kolega Przemek, który był nurkiem takim jak my, więc pomyślałem dlaczego nie spróbować. Jeśli się nie uda to trudno.

 


 

Postanowiłem, że zrobię fundy przede wszystkim by się wszystkiemu przyjrzeć, bez nastawienia, że to najlepszy kurs na świecie i dopiero on mnie nauczy nurkowania. Jechałem po wiedzę i umiejętności, a jeśli wszystko się uda to będę miał ponoć „trendy plastik”, jeśli nie to trudno, przynajmniej będę wiedział co to naprawdę GUE i DIR. Wcześniej dziwiłem się, że ludzie z wysokimi stopniami nurkowymi mówili, że odkryli nową jakość nurkowania. Czy to oznaczało, że do tej pory nurkowali w innej wodzie? Dziwna sprawa. Ktoś inny pisał w sieci, że fundy może zrobić ktoś po OWD. O co tu chodzi? Byłem bardzo ciekaw. Przemek powtarzał, że spokojnie damy radę. Pełen chaos w głowie.

Nie będę opisywał co robiliśmy każdego dnia, bo takie relacje można znaleźć w sieci. Może Ola lub Grzegorz o tym napiszą. Ja wolałby skupić się na ogólnych odczuciach. Kurs był intensywny, zarówno jeśli chodzi o ilość wiedzy teoretycznej, jak i same nurkowania szkoleniowe. Zaczynaliśmy rano, a kończyliśmy późnym wieczorem. Po zajęciach był czas wolny na poprawki w konfiguracji. Ja walczyłem z balastem, a Ola opanowywała do mistrzostwa przesuwanie obejm w twinie. Mimo, że przesuwała je kilka razy to do końca kursu nie była zadowolona z osiągniętych efektów. Chyba tylko Grzegorz nic nie zmieniał, choć nie mam pewności bo sprzęt cały czas miał schowany w samochodzie. Doszliśmy do wniosku, że odprawiał nad nim jakieś VooDoo i wystarczyło tylko że pomyślał o czymś, a sprzęt robił wszystko za niego. W międzyczasie prowadziliśmy z Wojtkiem rozmowy na różnorakie tematy, głównie nurkowe, choć nie tylko.

Na co kładziony był nacisk podczas szkolenia? Przede wszystkim na:

·         Bezpieczeństwo nurkowania, już na etapie planowanie oraz kontroli przed zanurzeniem

·         Nurkowanie w zespole

·         Techniki pływania w kontekście małej inwazyjności w środowisko oraz redukcji zużycia czynnika oddechowego.

Najbardziej podobała mi się nasza praca zespołowa która zaczynała się już na lądzie od wspólnego planowania nurkowania. Pod wodą wszyscy dokładnie wiedzieliśmy co robić, jak długo, kiedy wracamy, wychodzimy itd., jeśli ktoś miał najmniejszy problem, działaliśmy odruchowo. Zastanawiam się na ile pomogło nam w tym to, że jesteśmy przyjaciółmi,  wspólnie nurkujemy od jakiegoś czasu, mając podobne podejście do sposobu nurkowania zespołowego? Pod wodą w czasie szkolenia, tak samo jak podczas dotychczasowych nurkowań czułem się odpowiedzialny za moich partnerów, tak jak każdy z nas. Oczywiście nie obyło się bez pewnych problemów podwodnych, nad którymi pracowaliśmy wspólnie, jak i każdy z nas z osobna. Wojtek pod wodą działał mało inwazyjnie, zatrzymując ćwiczenia tylko w krytycznych momentach. Raczej był do naszej dyspozycji, niż dominował. Pozwalał nam na działanie w naszym tempie. W końcu część rzeczy była nowa i nie mieliśmy jeszcze wyrobionych odruchów, czy pamięci mięśniowej. Czuło się, że nie jest nerwowo, choć pewnie byliśmy trochę spięci gdy włączał kamerę. Każde nurkowanie było omawiane, nasze błędy w zasadzie punktowaliśmy sami. Pod koniec  ostatniego dnia byłem naprawdę wykończony, ale jednocześnie bardzo zadowolony z wykonanej przez nas pracy.

Po ostatnim nurkowaniu Wojtek powiedział, „…witam was w gronie nurków GUE…” i w tym momencie zrobiło mi się bardzo miło. Przybiliśmy piątki wydając okrzyk radości. Pomyślałem, że daliśmy radę. Czy podczas kursu nastąpił przełom w moim sposobie nurkowania? Czy odkryłem nową jakość nurkowania? Myślę, że nie, ponieważ, jak się okazało, stosowałem podobną koncepcję nurkowania już wcześniej. Brakowało pewnych elementów, końcowego szlifu, złożenia wszystkiego w całość.

Nasi goście  Wojtek i Monika okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi. Wojtek nie miał czarno-zakonnego tajemniczego kaptura, nie zauważyłem też aby po otworzeniu bagażnika jego nurkowozu wyleciała czarna moc, która otaczałaby nas do końca kursu, tworząc aurę totalnej powagi, a co najważniejsze nie miał ortodoksyjnego podejścia ani do GUE, ani DIR. Nie porównywał, GUE do innych organizacji. Dla mnie najważniejsze, że nie krytykował innych organizacji. Po prostu miał swoją koncepcję i o niej mówił. Prowadził kurs w specyficzny sposób. To my byliśmy głównymi aktorami tego przedstawienia, a on był gdzieś w tle (mam nadzieje, że nie poczuje się urażony tym porównaniem). Może dlatego, że nie mówił „to musisz zrobić tak, a nie inaczej, ta latarka jest do niczego, a ta dobra”. Podawał główne założenia, starał się raczej abyśmy sami wskazywali na swoje błędy i sami dochodzili do wniosku, dlaczego coś robimy źle, dlaczego ten sprzęt jest bardziej użyteczny, a inny mniej. Skupiał się raczej na nurkowaniu, a nie na detalach sprzętowych, choć jeśli zauważał, że coś można poprawić w naszej konfiguracji mówił nam o tym. A może po prostu nasze konfiguracje były DIR, choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy?

Podczas oglądania filmików z naszych nurkowań właściwie to my punktowaliśmy błędy i sami wyciągaliśmy wnioski, co trzeba poprawić następnym razem pod wodą. Jednym może się to podobać, innym mniej. Mnie się podobało.

 

A dziś…. Na pewno nie będę apostołem nawracającym na jedynie słuszną drogę DIR. Jeśli jednak ktokolwiek przyjdzie do mnie i zapyta chętnie podzielę się swoją wiedzą i odczuciami na ten temat. Myślę, że zrobienie fundów to dobry pomysł, na każdym etapie rozwoju nurkowego. Nie należy jednak porównywać tego kursu do innych, jak to się zwykle odbywa. Nie trzeba być mistrzem świata w nurkowaniu, żeby fundy zaliczyć, nie powinno się też  tego tak traktować, to kurs który ma nauczyć, a nie skonfrontować nasze umiejętności z nurkowym absolutem. Poziom minimum zaliczeniowego zależy od poziomu zespołu. Trzeba być po prostu otwartym na nowe koncepcje. Szkoda czasu na zbędne dyskusje. Po kursie każdy może nurkować tak jak chce.

 

Dużo pracy przede mną, lecz chyba już znalazłem swoją drogę rozwoju nurkowego…