Przy okazji dwóch ostatnich wyjazdów czerwcowych planowaliśmy oswoić nieco kamieniom Sparmann, Za pierwszym razem wybraliśmy opcję z noclegiem w Kamenz. Muszę przyznać, że oprócz potrzeb nurkowych, pobyt w rejonie kamieniołomu zaspokaja też skromne aspiracje turystyczne. Kamenz to urocze miasteczko z klasą.

Zabytkowe kamienice, niektóre oznaczone datą 1700 … stary rynek, ratusz. Na ulicach cisza, byliśmy jednymi z niewielu osób, których kroki dźwięczały na bruku.  W poszukiwaniu jakiejś kolacji, wybraliśmy się na zwiady i  trafiliśmy do Turka przy rynku – polecam. Turek przeżył tego dnia istny najazd polski, gdyż pod wieczór sprowadziliśmy do jego knajpy jeszcze większą, 4 osobową, część polskiej klienteli z poznańskiego CN IDIVE. Turek był bardzo zadowolony i nawet pochwalił się, że ma brata w Polsce, który otworzył u nas podobny interes J miejscowości już nie pamiętam. Hotel, w którym mieszkaliśmy przewyższył moje oczekiwania … ładny wystrój, czyste pokoje, śniadanie w formie bufetu … rewelacja. Tyle z walorów turystycznych, co do atrakcji  nurkowych, to zaczynam popadać w nałóg nurkowania w tym kamieniołomie. Jest tajemniczy. 

Ale, żeby nie przereklamować: widoczność do 40 metra była nie najlepsza, w strefie 21- 15 najwięcej 2 m, 9 do powierzchni z pół metra. Zawiesina sprawiła, że już na 9 metrach było ciemno. Deco robiliśmy wzdłuż ściany. Za pierwszym razem mniej komfortowo, bo po wschodniej części, gdzie znajduje się podwodny las, kolejnym razem pilnowaliśmy, żeby znaleźć się po zachodniej stronie. Ściany kamieniołomu mają swoje wady i zalety.  Stanowią  stabilny punkt referencyjny, są pionowe czasami gładkie, ale wynurzając się wzdłuż trzeba oświecać latarką przestrzeń dookoła siebie i w górę, bo można tam spotkać różne niespodzianki, gałęzie, metalowe pręty, rury itp., dodatkowo prosta ściana przechodzi czasami w nieduży strop nad głową – to, między innymi, wyjaśnia dlaczego przy ścianie jest ciemniej niż w nie ograniczonej niczym toni.

Ale od początku, tj. „tam” za każdym razem schodziliśmy przy białej boi, położonej nieco bliżej wyjścia niż pomarańczowa. Biała boja to jakieś 53 metry, pomarańczowa 65. Ostatnio mieliśmy plan aby „uderzyć z prostej w 65”, ale w rezultacie, poszliśmy  z 53 m w kierunku głębokości. Kiedy „drzwi windy” na - 53 m się otworzyły wpłynęliśmy na platformę poprawiliśmy suit’y J, i rozpoczęliśmy nasz Quest: dopłynęliśmy do krawędzi, poniżej której czaiła się niezbadana ciemność … i dalej jazda w dół. Gdy zaczęliśmy schodzić w świetle latarki pojawiła się podparta do bloku skalnego zardzewiała drabinka, mijałam ją wzrokiem dosłownie jakbym po niej schodziła, zeszliśmy nieco poniżej 60 metra. Wizura kilka metrów, super ! Byłam pod wrażeniem. 

Porozglądaliśmy się trochę, popłynęliśmy w kierunku na zachód mijając różne, najczęściej metalowe fragmenty czegoś, porozrzucane gałęzie, kierowaliśmy się wzdłuż ściany, przy której  widzieliśmy drabinę, ściana miejscami bieliła się nalotem, odbijającym światło, podobno jest to jakiś rodzaj grzyba. Cóż niektórzy nurkują, żeby oglądać rybki inni preferują grzyby ścienne J J Niestety „wszystko co dobre szybko się kończy” - zaplanowaliśmy  15’ czasu dennego, w 14’  byliśmy już na 50 m, rozpoczynając wynurzenie do 1 przystanku czyli drogę „z powrotem”. 

Ściany  kamieniołomu są pionowe, z ciemnego granitu i raczej prostopadłe. Zdarzają się półki, ale najczęściej coś na nich leży, rośnie, lub wystaje poza – przynajmniej takie mamy doświadczenia. Ogólnie było zimno, ciepło czułam  ok. 9 metra, na 6 to już plaża, z tym że mało widać. Przyrządy podświetlałam do samego końca. Dziwne miałam uczucie, gdy za pierwszym razem zmierzaliśmy „do słońca” i na 1,9 m wciąż nie widziałam lustra wody – myślałam, że komp oszalał a digital się od niego zaraził !!!

Wróciliśmy do domu z nową energią, jeden nur w takim miejscu rekompensuje mi co najmniej 2 zejścia u Bambra w „Powidzu”- tu „trzeba” iść na powietrzu, żeby był element tajemniczości.

Monika Smolińska